Rower wczoraj i dziś
To było zjawisko ... Huragan ... i już wszystko wiadomo, setki lat
świetlnych temu, pozostały wspomnienia i podstawowa zasada ... nie
wymieniać w rowerze niczego co by powodowało wzrost jego wagi.
Potem
nastąpiło tzw. długo nic i nie wiedzieć, czy to zbieg okoliczności, czy
zrządzenie losu .. przy sprzedaży samochodu klientowi zabrakło ...
końcówki kwoty i zaproponował w zamian rower ...
polski góral sztywniak, nie pamiętam już nazwy, tylko liczne łapane kapcie do czasu zakupu pierwszych prawdziwych opon.
Kolejny
rower to już prawdziwy góral, Gary fischer, jeszcze na deore, ale już
inna półka. Jest to rowerek (piszę jest, bo sprzedałem przyjacielowi i
ma go do dzisiaj), którym rozpoczął prawdziwe jeżdżenie. Jak już się
zasmakowało tej półki to rozpoczęłam przyjaźń z rodziną "Kubusiów",
których marka Cube służy mi do dzisiaj, zaczynałem od Acid'a (niestety skradziono go z
piwnicy), przez LTD (dzisiaj treningówka/góral turystyczny) a teraz
poskładałem sobie Reaction.
Sentyment do "kolarzówki" pozostał, gdzieś ukryty czekał wiele lat na realizację i dzisiaj jest śliczna Merida (na dzień dzisiejszy jeszcze prze zemnie nie śmigana), smukła na odlotowym osprzęcie i oczywiście jak wszystkie moje rowery ... używana. Mam taki zwyczaj, że wole kupić coś używanego na wysokiej klasie osprzęcie, niż nowe na ... niczym.
Oj pozmieniało się conieco ... Merida pozwoliła na to, aby
rozsmakować się w kolarstwie szosowym, które z dnia na dzień stało się
głównym powodem wyjścia na rower. Wspólne treningi pokazujące, jak mało
znaczącym trybikiem, jest się w doświadczonym peletonie, zmobilizowały
do większej pracy. Kontakty z grupą ludzi, którzy doświadzczali tego od
wielu lat, pozwolił na stopniowe zdobywanie doświadczenia, oraz naukę
najtrudniejszą "kolarskiego cwaniactwa". Miałem jeszcze dodatkowo to
szczęście, że Gregor (od którego kupiłem meridę) zmieniał swe Izalco na
nowszy model, hurra stałem się właścicielem pełnego carbona Izalco.
Rower nie pierwszej młodości, ale z tzw."dobrych rąk" wyposażony już w
tak profi osprzęt jak SramRed po prostu bajka. Nie zdawałem sobie
sprawy, że różnica pomiędzy Meridą, która notabene miała karbonowy
widelec i tylny trójkąt, a Focusem jest jak przepaść. Pierwsze odczucie,
tzw. zbieranie się, przyspieszanie i niemalże intuicyjne prowadzenie,
rower reaguje, na każdy ruch, zmiana kierunku jazdy jedynie ruchem ciała
... sztywność i zmian przełożeń, coś do czego można się przyzwyczaić w
jednej chwili.
Nawiasem mówiąc merida poszła w "super ręce"
Daniela, który podczas "wylizywania ran" po wypadku w Rychlebach
doprowadził, każdy, dosłownie każdy jej element do "błysku", nigdy
wczesniej tak nie wyglądała.
Jednocześnie z końcem 2012 roku udało
się wymienić oba kubusie (LTD i Reaction) na karbonowe MTB, co prawda
26", ale do amatorskiego ścigania akurat, chociaż nie do końca.
Przeświadczenie o tym, że jednak większe kółka "więcej mogą" przyszło z
kolejną okazją. Po zimie 2012 roku, gdzie chłopaki z peletonu spędzili
ją na "przełajówkach" kiełkowała myśl, że i tego warto spróbować.
Chodziłem do "zaprzyjaźnionego salonu" cmokałem, przymieżałem się, ale
kasa, z którą trzeba się liczyć nie pozwoliła na realizację zakupu.
Kolejny przypadek zrządził, że Misiek się zdecydował na wymianę
przełajówki na nówkę ... i mam, to co mnie zadawala i w zupełności
wystarczy.
Ten ostatni zakup łączy, że nie powiem spaja poczucie
prędkości na szosie z odczuciem obcowania z naturą, terenem ... z MTB.
To doświadzcenie, przejazd na 28" , wąskim kole w teren pozwala na
optowanie za większym kołem w MTB, może nie aż 29" ale 27,5" może być
ciekawym doświadczeniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz