Tradycyjnie, tym razem znów w Jeseniku (rok temu Świeradów) grupa Rowerowe Opole z gośćmi spędziła majowy weekend na ćwiczeniu czeskich górek.
Było zacnie, zgrana i wyrównana (prawie) grupa MTB-owców, tym razem w liczbie 9 szt. postanowiła się dotlenić na świeżym powietrzu, przygotować "nogę", bo "Zdzichy" (BM Zdzieszowice) tuż tuż.
Tradycyjnie nie zabrakło humoru i szlachetnego izotoniku "gambrinusa". Rumaki u "wodopoju" by. Elvis
Miejscówka znana, właściciel "objednany", wszędzie bliski i na szczęście obyło się bez większych pogodowych niespodzianek. Takie tam podgórki by.Elvis Nie, żeby nas nie zlało, ale na szczęście tylko w pierwszy dzień i na powrocie, więc bez skutków ubocznych, błota i załóż na "rychlebach".
Grupka na Rtchlebskich by.Elvis
Dzień pierwszy
Mój Garniak zastrajkował, więc posiłkuję się trackiem Jaro, żeby zobrazować pierwszy dzionek. Na zaczatku udaliśmy się do prisznica "LAZNE JESENIK", krótki wymagający asfaltowy podjazd, co zawsze stanowi wstępne sprawdzenie mocy i ambicji grupy, żaden wyścig ... jak zawsze. Dalej po górkach prawie na sam szczyt super flow rychlebskich ścieżek. A rychlebskie ... super zabawa, świetnie przygotowane trasy, wyzwania, ryzyko i adrenalina ... to co misie, oprócz browara lubią najbardziej.
Dzień drugi to podział grupy na "L4" - Oli z powodu skręcenia kostki na ścieżkach (opuchnięta noga), Zdzicho i Włodo pojechali własnymi dróżkami ... szlakiem wypoczynku i rekreacji, a reszta została wyprowadzona w kierunku Pradziada. Kultowy wyjazd, niejako, bez pradziada nie ma Majówki. Niestety Jaro zapodał takie tempo, że się lekko zagotowaliśmy, musieliśmy się poprzebierać i dalej ... teraz już każdy własnym tempem, bo górki weryfikują możliwości. Andriu od początku wyjazdu myślami był przy "Rudym 102 z Szarikiem" i ciężko było go nakłonić po podjeździe na jeszcze dwa w tym Pradziad, Basia w formie kontynuowała jazdę, mnie przed Karlową Studenką na drugiej górce, górskiej premi zrobiło się zimno i kierując się rozsądkiem odpuściłem dalaszą jazdę. Na powrocie próbowałem dojść Endriu, ale się nie udało i spotkaliśmy się na kwaterze. Czwórka wspaniałych Barbara, Jarek, Piter i Andrzej zdobyli Pradziada i robiąc kółko na powrocie zrobili piękny trip.
Dzień zakończyliśmy świetną - grilowaną na powietrzu - kolacją :)
Endriu grilman :) by. Włodo
Niektórzy uważają, że rowery to tylko pretekst :) i trudno nie przyznać racji, gdyby nie te "parę" ładnych kilometro podjazdów.
Dzień trzeci
Z racji tej, że był to krótki weekand Majowy, musieliśmy się spakować i przenieść bambetle do samochodów przed wyjazdem na Zlaty Chlum. Włodo pojechał prosto do domu, Zdzisław doszedł do wniosku, że dzień jest tak piekny, że szkoda wracać samochodem i zrobił trasę do Opola. Andrzej miał mało więc wybrał swój trip a pozostała piątka, zaliczyła wycieczkę na Zlaty Chlum, ostatni cel trzydniówki.
Dla mnie osobiście, świetna impreza, świeże górskie powietrze, wspaniałe widoki, nie najgorsza pogoda, wspaniały izotonik - jak zawsze zresztą.
Zdjęcia w prywatnych galeriach Andrzeja Thyla i Włodka Żywickiego na picassa :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz