Dzień trzeci „atak na Pradziada”, niestety bez Pitera, który wstał
wcześniej zapakował rower i pojechał naprawić bika, z czego skwapliwie
skorzystała Anija .. „ja nie pojadę, bo Piterowi byłoby smutno jak by
wrócił z Opola i nikt by na niego nie czekał” ale ok. 11 jak już się
zbieraliśmy do wyjazdu Ola zrobiła wkrętkę, „ hura Piter przyjechał,
Anija możesz się ubierać jedziemy razem … wyraz twarzy Ani … bezcenny” ,
oczywiście o tej godzinie rower jeszcze był w proszku w serwisie w
Opolu. Wyjazd się opóźnił z powodu „braku” łańcucha w pojeździe
Stefana, nie można powiedzieć, że był bo brakowało mu wewnętrznych
pierścieni i zniszczył całkowicie tylną kasetę, na szczęście pomoc i
transport do sklepu Jarosziego, i nasz kompetentny serwis pozwolił na
złożenie tego pojazdu do kupy, niestety Stefan sam zakuwał łańcuch i
troszkę zblokował ogniwa co skutkowało tym co się dalej działo po drodze
… z napędem. Na sztywniejszych przełożeniach przeskakiwał, przez co nie
mógł dotrzymać nam kroku i oczywiście w pogoni za nami pojechał drogą
główna 44. Musiał się wrócić z serpentyn do rozjazdu na Vidly (było z
górki wobec czego rozjazd też minął i musiał wracać do m.Vidly), potem kierunek na
Karlową Studenkę i pod Pradziada.
Trasa ze względu na późny wyjazd z
konieczności asfaltowa, obawialiśmy się również i słusznie co
udokumentował Stefan (było sporo zasp zalegających na szutrowym dojeździe
do Pradziada przez Svycarnie, tak Stefan chciał nadrobić stracony czas
po zaliczeniu Pradziada).
Pradziad przyjął nas gościnnie natomiast
żegnał w zimnie i deszczu … brrr, wróciliśmy mokrzusieńcy. W połowie
zjazdu z pradziada minęliśmy wspinającego się w drugim kierunku Stefana,
w samym Jeseniku już pogodnym spotkaliśmy Aniję i Pitera jak pedałowali
pod górkę w kierunku Pradziada.
Trasa trudna ze względu na dystans i
przewyższenia, gratulacje dla Oli wspięła się tam pierwszy raz i do
tego na „ter kingu”. Tak się cieszyła, że wysłała radosnego SMS’a do
przyjaciółek „Zaliczyłam Pradziada” na co dostała odpowiedź …
„Wiedziałam, że lubisz starszych, ale żeby … pradziada „.
Tradycyjne
wyjście na Jesenik i zmiana lokalu, okazało się, że nasz podstawowy
lokal się przeniósł do centrum i to było to co zadowoliło Pitera …
pyszna pizza w dużym wyborze i smaczna … oczywiście z piwkiem , które
nie wiedzieć czemu w Czechach ma pianę jak … nigdzie. Do kolacji
dołączyła „lekarka z nemocnicy na skraii mesta” Beata , zjadła mi
kawałek pizzy …. ., na szczęście z "Kuflanda" nie musieliśmy tachać
(Krzysiu i Daniel) „krzynki” z piwem – pojechała samochodem … a w domu
niespodzianka … wrócił zagubiony w boju Stefan … było co opowiadać, ale relacja foto ze względu na pogodę ograniczona.
Profil trasy: Jesenik Piątek Pradziad
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz