wtorek, 8 maja 2012

Jesenik Sobota - Serak

Jejku, świeci słońce, jaki piękny dzień, Ola oczywiście już się krząta w kuchni, Anija ją wspomaga duchowo z łóżka, Piter wystawił krzesło do słońca i odbiera pozytywne fluidy ... pomykam po kawę, dzisiaj muszę zrobić dwie ... jedną podać do łóżka :)) taka tradycja ...
Ola zadowolona, bo zgłosiła Kierownikowi dzień wcześniej "urlop od roweru na żądanie", coś marudził, że nie podpisał, ale kto by się kierownikiem przejmował - zapowiada się opalanko.
Śniadanie pięknie przygotowane i podane na słoneczku, w końcu mamy aż trzy kobitki w składzie ... a my to biedni musimy wszystko grzecznie zjeść. Trasa zapodana przez Kierownictwo odpowiada wszystkim, póki się ją ogląda na mapie, w praktyce nie wygląda tak wesoło ... znowu pod górę. Podjazd w przeważającej długości asfaltowy, potem trochę szerokiego szutru z wtrąceniami świeżo wysypanego grysu, który nie ułatwiał jazdy mniej doświadczonym. Po drodze słońce i widoki, wiosna w górnych partiach gór kapie świeżą zielenią. Przerwa komasacyjna Keprnicki potok, okazja do zrobienia sobie kilku fotek na progach wodnych. Spotkane w okolicach szczytu łaty śniegu, nikogo nie dziwią o tej porze roku w górach - atrakcja przez którą trzeba przeprowadzić rowerki i zrobić sobie zdjęcia na śniegu. Piwo na Seraku smakuje wyśmienicie, jedynym minusem jest opłata za plastikowe kufle, jak chcesz wypić dwa piwka i nie wydawać dodatkowo 2-ch koron, zachowaj kufel na następne (kasa żadna, ale ...). Panorama roztaczająca się z góry pozwala zobaczyć Jesenik w całej okazałości  "prawie z lotu ptaka", oczywiście przy moim zoomie w Nikonie i "odrobinie" wyobraźni, niektórzy widzieli nawet  Olę jak się opala przed domem, my zresztą też wystawialiśmy się na słoneczko. Niestety wszystko co fajne się wcześniej lub później kończy, czas wracać, a powrót to karkołomna golgota na długości około 2,5 km kamolce i głazy uniemożliwiają nawet najbardziej wprawnym zjazd .. pozostało sprowadzanie rowerków na piechotę, a i to w ślizgających się po kamieniach SPD'ach nie było najłatwiejsze. Ci co próbowali zjazdu mają tego ślady na łokciach i kolanach. Otarcia sprzętu i znowu o mały włos nie doszło do połamania haka, tym razem od kamienia w rowerze Daniela. Potem na szczęście już wspaniały szutrowy zjazd, można się było nieźle napędzić,  oczywiście końcówka peletonu nie zjechała szlakiem do końca ... bo na wprost był taki fajny prosty szuter ... komasacja grupy dokonała się w Ostruzna w kompleksie wypoczynkowym z restauracją. Piwko, zupka oczywiście czosnkowa (niektórzy nie zasłużyli i dostali rosół) i szybciutko do domu bo Ola już zrobiła zakupy na sobotniego grilla. Żeby dać się wyszaleć trzonowi zespołu Jaroszi, Piter, Stefan,Daniel i Krzysiu, postanowiłem z Anija i Beatą zabawić się w szosowy peleton i z Ramzowej w oka mgnieniu byliśmy w Jeseniku u Oli. Reszta grupy dotarła niebawem. Czyszczenie siebie i rowerków, jutro będą pakowane i wyjazd. Przednia uczta przygotowana z produktów zakupionych przez Olę, dzięki staraniom wszystkich Pań i ogniomistrza-grillmana Krzysztofa zaspokoiła podniebienia wszystkich uczestników biesiady. Prezentacja fotograficzno filmowa naszych dokonań, oraz humory zeszytów i nie tylko dopełnione szczyptą Piwa pozwoliły godnie zakończyć ten piękny wiosenny dzień. Naczelnym nierozwiązanym problemem intensywnie dyskutowanym przez grupę było to, czy jeżeli impreza rozpoczęła się wczoraj a zakończyła dzisiaj to czy dzisiaj mieliśmy imprę czy wczoraj.
Profil trasy z asfaltem na końcówce: Jesenik Sobota - Serak

Profil trasy z powrotem zielonym szlakiem: Jesenik 2012 Jaroszi
Trasa Sobota 05.05.2012 Jesenik 6210, zjazd na 6207 w Bela pod pradadem i do schroniska Na Serak'u powrót do 6207 i zejścio-zjazd do Ostruzna do Ramzowej (podział grupy asfaltem do Jesenika), pod górkę traską 6208 i dalej 6208 przez Adolfovice do Jesenika
Relacja fotograficzna: Album Day_4

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz